Wraz z moją siostrą na spontanie zapisałyśmy się na bieg Samsunga. Zachęcona byłam w dużej mierze niebieskimi, bardzo twarzowymi koszulkami ;)
Jak było? Po nocno - rannej ulewie i 4h snu byłam mimo wszystko zdeterminowana do wzięcia udziału w biegu. Koło 11 zaczęło się przejaśniać i wkrótce zrobiło się mega gorąco. Na start dotarłyśmy minutę przed rozpoczęciem biegu - skakanie przez barierki zaliczone.
Pierwszy kilometr środkiem wzdłuż łazienek poszedł gładko, podbieg na Gagarina już sporo gorzej. Prażące słońce na całej długości Alej Ujazdowskich rekompensowali kibicujący panowie, ale jednak było ciężko. Zbieg piękną to najfajniejszy moment na trasie, ale gdy wybiegłam z cienia poczułam się niezbyt dobrze. Pocieszałam się tylko tym, że widzę już metę. Na ostatniej prostej udało mi się cudem totalnym wykrzesać z siebie trochę więcej tempa, dzięki któremu nieznacznie poprawiłam swój wynik.
Przekroczywszy linię mety śmignęłam po wodę, którą brałam niczym chytra baba z Radomia, a następnie w nieco bardziej ustronnym miejscu zrobiłam sobie szybki prysznic z mineralki.
Atmosfera mega sympatyczna, ale pogoda nie do wytrzymania. Mam nadzieję, że za rok będzie chłodniej.
Wg maratonczyk.pl uplasowałam się w 2/3 wszystkich uczestniczek. Nie jestem super zadowolona z tego miejsca, ale czas 34:10 uważam za całkiem niezły, jak na te warunki. W przyszłym roku będzie lepiej. Na She Runs the Night za tydzień - też :)
Z racji, że zaszwankował mi GPS, endomondo nie pomagało, skutkiem czego nie mogę podejrzeć, jak się mój bieg technicznie przedstawiał. Ech.
Z racji, że zaszwankował mi GPS, endomondo nie pomagało, skutkiem czego nie mogę podejrzeć, jak się mój bieg technicznie przedstawiał. Ech.
A, zapomniałabym, ja to ta mniejsza z dumnie skrytym numerem 20 :D

