Nadszedł ten dzień w tygodniu, który nadchodzi co najmniej raz, gdy nie biegam sama. Ponieważ praca wykluczyła moje bieganie po lesie z Grzegorzem (częstotliwość raz na dwa tygodnie, co bym za bardzo nie hasała po miękkim terenie), pozostaje wieczorne bieganie z Kubą. Jako, że we dwoje raźniej, pobiegliśmy starą trasą. Spostrzeżenia mam trzy:
- po 4h snu i całym dniu latania bolą mnie nogi
- kiedyś wszelki wysiłek fizyczny podczas okresu przyprawiał mnie o palpitacje serca. teraz TE dni w żaden sposób nie determinują mojego planu treningowego
- jednak w słuchawkach mam wrażenie, że sapię dużo głośniej, niż faktycznie ma to miejsce ;)
Po trzecim kilometrze poprosiłam Kubę o chwilę przerwy. Potem pobiegliśmy już do końca trasy. A po powrocie do domu moja kotka spotkała takiego koJeżkę:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami, zapytać albo wyrazić swoją opinię? Zapraszam!