Pozytywnie nastrojona czekaniem 4min na autobus przy Uniwersytecie Medycznym i obserwowaniem w tym czasie 12 biegaczy (średnio 1 co 20sekund - wow!) złapałam porządną motywację do wieczornego treningu.
Dzisiejsze bieganie zaczęłam późno, bo po 23. Siłą rzeczy nie sprawdziłam temperatury, ale było cieplej, niż myślałam - po pierwszym kilometrze w rytmach You can leave your hat on zdjęłam bluzę i śmigałam dalej. Prosta trasa, 2km w jedną stronę. Zawijając z powrotem wpadłam na dziwny i jak się okazało wielce oświecony pomysł rozluźnienia łydek co dało efekt lekkiego biegu i biegło mi się dużo przyjemniej i lżej właśnie. Będę to nazywać cwałem łani po łące. Będąc już przy zwierzętach - dzików nie spotkałam, tylko nietoperz latał nad głową, ale obyło się bez przyjaźni. Po drodze spotkałam jednego biegającego pana. Jak na tak późną godzinę i tak nieźle.
Po przebytej trasie, której dystans na dziś ustaliłam czterokilometrowy, zrobiłam sobie mały odpoczynek na huśtawce:
To by było na tyle. Aha, jeśli podczas niedzielnego biegu będę miała takie samopoczucie jak dziś, będzie bardzo dobrze. Nocka to fajna pora do biegania. Pomijając nocne grube czarne pająki z krzaków na chodnikach. Ale to już zupełnie inna historia :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami, zapytać albo wyrazić swoją opinię? Zapraszam!