Nieco po godzinie 21, 15 stopni Celsjusza, podeszczowe klimaty i średni wiatr - idealna pogoda do biegania. Włożyłam moje różowe butki i zgodnie z zapowiedzią pomknęłam. Chociaż pomknęłam to może nad wyrost - średnio 6.50 min na km. Mimo to prześcignęłam tego pana:
Minął mnie też pan biegacz - uwielbiam zwyczajowe pozdrowienia. Na szczęście biegł z naprzeciwka, więc nie odczułam smutku człowieka - ślimaka.
Po drugim kilometrze, mimo najszczerszych chęci, zrobiłam małą przerwę. Wahałam się, czy wrócić tą samą trasą, czy nieco ją wydłużyć - ambicja zwyciężyła. Tym sposobem przebiegłam dziś 5km, czując w łydkach wczorajszą życióweczkę. Jednak uważam dzisiejszy trening za całkiem udany.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami, zapytać albo wyrazić swoją opinię? Zapraszam!