czwartek, 6 czerwca 2013

pięć: ja i moje dziki

Dzisiejszy bieg miał być bardzo nudny a post krótki. Wyszło jak zwykle odwrotnie.
Ok. 21:30 wyszłam przebiec moją stałą trasą, wariant dłuższy (5,5km), co by lepiej przygotować się do dodatkowych pętli podczas She Runs the Night. Od pierwszego kilometra ścigałam się z powolnym samochodem straży miejskiej, co było swego rodzaju urozmaiceniem i wyzwaniem. Nieco przed końcem pierwszej prostej rzeczony samochód zatrzymał się, 100 metrów dalej stał drugi, ale to nie zraziło mnie do dalszego biegu. I oto po lewej stronie zobaczyłam swój najgorszy koszmar: stado dzików. Mój w tył zwrot nastąpił w tempie kenijskiego biegacza, takiego co ma nogi długie, jak ja cała. Na szczęście pan strażnik miejski obiecał mi, że jeśli stadko pomknie w naszą stronę, mogę schować się w ich aucie. Póki co moje miękkie kolana odmówiły mi posłuszeństwa i zostałam w bezpiecznej odległości obserwując całą sytuację. Niestety dzików nie uwieczniłam na focie z całkowicie oczywistych względów.



Na pytanie, po co robię zdjęcie, odpowiedziałam: Na bloga. Reakcja pana SM: a, to bardzo spoko.
Po mniej - więcej 15 min okazało się, że mój koszmar uciekł do pobliskiego lasu. Jednak musiałam wykorzystać okazję rozmowy z panem głównym łowczym powiatowym, od którego dowiedziałam się, że w powiecie legionowskim żyje około 300 dzików, których populacja stale rośnie ze względu na nieodstrzeliwanie ich. Dodatkowo okazało się, że moje marzenie spotkania łosia na wolności jest bardzo realne, ponieważ jest ich tutaj 11 i przebywają również w naszym lesie (oprócz tego w Markach, Wieliszewie i Rajszewie).

Z zabawnych sytuacji, po mojej brawurowej ucieczce z pobliskiego domu wyszła mała dziewczynka i oznajmiła mi: "Bardzo mi się podobało, jak pani biegła. Wydaje mi się, że boi się pani dzików." Także mamy tutaj małego Sherlocka, jeśli nie Einsteina.
Oraz, już po tym, jak się uspokoiłam, pan SM oznajmił mi, że gdy brałam odwrót, locha albinoska stanęła na tylnych kopytkach i był to pierwszy raz w życiu, gdy widział dzika na dwóch raciczkach. Po tym fakcie nazwał mnie Postrachem Dzików.

Podsumowując, dzisiejszy bieg uważam za średnio udany, nie zrealizowałam planu minimalnego (zabrakło pół km), gdyż byłam mocno zestresowana powyższą przygodą.
Wniosek długofalowy: muszę przemyśleć nową trasę biegową i wypatrywać pilnie łosi.

2 komentarze:

  1. oj z dzikami to trzeba ostrożnie. jak mają małe to są agresywne więc to już nie jest śmieszne:) jak coś to w zimie "spotkałam" w Kabackim...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. totalna prawda, dziki to mój najgorszy strach znany wcześniej z wycieczek rowerowych :(

      Usuń

Chcesz podzielić się swoimi spostrzeżeniami, zapytać albo wyrazić swoją opinię? Zapraszam!